|
Nie wierzę w chrześcijaństwo, ale myślę, że Jezus był wspaniałym człowiekiem? To ciekawe stwierdzenie! Moim zdaniem próba odkrycia fenomenu Jezusa musi doprowadzić na pewnym etapie do dwóch wniosków: albo on był wariatem (bo mówił taaakie rzeczy) albo rzeczywiście synem Bożym wysłanym z przesłaniem do ludzi. Pomysł, że Jezus był wariatem może szokować, ale wydaje się logiczną alternatywą, o której powiem dalej.
Można jeszcze próbować zastosować metodę „jedząc rybkę - zjedz mięso, zostaw ości”(choć podobno ryba to nie mięso J) - wtedy należałoby wybrać sobie z nauczań Jezusa te zdania które nam się podobają, a pominąć wszystkie inne i oczywiście pominąć konteksty w których były powiedziane - do kogo, w jakiej sytuacji. Tylko, że wtedy należałoby raczej mówić, że cenimy sobie niektóre aforyzmy autorstwa Jezusa a nie jego jako wielkiego człowieka, mistrza . Że miał być może przebłyski geniuszu a reszta to zwyczajne ble, ble, ble.Zastanawiam się nad tym jak to jest kiedy się człowieka ceni i co to oznacza, czy nakłada jakieś obowiązki. Co np. z zabójcą, który wygłosiłby, że podziwia i ceni Matkę Teresę? Pomyślelibyśmy, że powinien się zamknąć. A współpracownik SB ogłaszający, ze podziwia wspaniałego człowieka jakim jest Antoni S. z podziemnej Solidarności. Wykrzyczano by mu w twarz, że kłamie bo jak może podziwiać, skoro wierzył w komunizm i niszczył jego wrogów, więc całym sobą był zaangażowany w coś przeciwnego Solidarności. To by znaczyło, że gdy kogoś cenisz to bierzesz pod uwagę całokształt życia tej osoby, jej przekonania, sposób bycia i jej credo i powinno to mieć jakieś odzwierciedlenie w twoim postępowaniu. Źródła historyczne o JezusieJeśli się pozna postać Jezusa ze źródeł historycznych, w tym z Nowego Testamentu, którego prawdziwość historyczną potwierdzają odkrycia archeologiczne XX wieku - ukazuje się naszym oczom obraz Jezusa - człowieka który występował w swoim życiu w kilku rolach: syn, członek narodu Żydowskiego, nauczyciel, lider ruchu, dobroczyńca. Pytaniem jest czy można oderwać jedną z tych ról i podziwiać tylko Jezusa-dobroczyńcę pomijając jednocześnie inne aspekty jego życia. Tym bardziej że był to człowiek o zintegrowanym życiu, czyli różne aspekty życia nie zaprzeczały sobie np. nie głosił że nie wolno kraść a kradł. Moim zdaniem takiego wyizolowania jednej roli można dokonać na potrzeby jakiejś analizy, procesu myślowego potrzebnego by zrozumieć coś więcej z życia Jezusa, ale jednocześnie trzeba pamiętać o całości tego co sobą Jezus reprezentował. Do czego zmierzam: czy rzeczywiście mając w pamięci całość nauczań Jezusa - wszystkie Jego deklaracje, wyjaśnienia jak według niego jest i co według jego przekonań wydarzy się w przyszłości, można - nie popadając w logiczny chaos - uważać go za wspaniałego człowieka a jednocześnie nie poprzeć jego poleceń i praktycznej akcji rozszerzania królestwa Bożego przez działania wierzących - kościoła. Jezus o sobie samymA co z twierdzeniami, które Jezus wygłaszał o sobie samym? To chyba największy orzech do zgryzienia dla autora pytania. Bo ten wspaniały człowiek mówił o sobie wiele rzeczy „dziwnych”, jakby celowo nie chciał się dać zaszufladkować w prostej kategorii „wielcy nauczyciele moralności”. Za kogo Jezus się podawał? Czy jego stwierdzenia o sobie samym były czymś niezwykłym w uszach ludziom mu współczesnym? Jezus przedstawiał siebie jako jedyną drogę do bliskiego spotkania z Bogiem, jako sprawcę przebaczenia grzechów i jedyny sposób zbawienia. Dość niecodziennna autoprezentacja. No i jeszcze mówił o sobie, że jest Bogiem. Jezus przyjmował cześć i uwielbienie, które należało się wyłącznie Bogu. Boga nazywał ojcem, czyniąc się równym Bogu, stwierdził także, że jest jedno z ojcem - co było oczywistą dla Żydów deklaracją boskości i chcieli go za to zabić Świetnie pisze o tym C. S. Lewis cytuję za J. Mc Dowell: „ Próbuję tutaj powstrzymać ludzi powtarzających rzeczywiście nierozsądny pomysł, często wypowiadany na temat Jezusa: „Jestem gotów przyjąć Jezusa jako wielkiego nauczyciela moralności, lecz nie przyjmę jego twierdzenia, że jest Bogiem”. To jest właśnie ta jedyna rzecz, której nie wolno nam powiedzieć (o Jezusie). Człowiek, który byłby tylko człowiekiem i powiedziałby to, co Jezus, nie byłby wielkim nauczycielem moralności. Byłby albo obłąkanym - na równi z człowiekiem, który mówi, że jest sadzonym jajkiem - albo byłby szatanem z piekła. Musisz dokonać wyboru. Albo ten człowiek był - i jest - Synem Boga, albo jest wariatem lub kimś jeszcze gorszym. (...) Możesz kazać Mu zamknąć się, jak głupcowi, możesz splunąć na Niego i postąpić z Nim jak z demonem lub możesz paść u Jego stóp i nazwać Go Panem i Bogiem. Lecz nie występuj z żadną protekcjonalną niedorzecznością, że był wielkim nauczycielem moralności. On nie zostawił nam możliwości takiego wyboru. Nie chciał nam jej zostawić.”
Skoro Jezus tak postawił sprawę - nie unikał mówienia wprost o sobie rzeczy trudnych, to znaczy, że oceniał te kwestie jako bardzo ważne. Czy byłoby fair wobec niego pominąć milczeniem te fundamentalne prawdy, za które oddał życie? Odrzucając chrześcijaństwo siłą rzeczy odrzuca się naukę Jezusa, która daje odpowiedzi na pytania o to jak żyć w pokoju z Bogiem, samym sobą i innymi ludźmi, bez grzechu i w bliskiej komunikacji z Bogiem, czerpiąc siłę do życia i zmieniania rzeczywistości wokół nas. Jak sięgnąć po tę moc? Poznając Jezusa Nowego Testamentu bez uprzedzeń, z otwartym sercem, takim jaki nam siebie objawia. W końcu jeśli Boga można poznać to tylko z jego pomocą. lora |