W skrócie

KTO TO JEST BÓG?

(Zadanie domowe ośmioletniego Danny Duttona z Kalifornii w ramach sprawdzianu promującego do trzeciej klasy.)

Jednym z głównych zajęć Pana Boga jest stwarzanie ludzi. On stwarza ich na miejsce tych, którzy umierają, aby było wystarczająco dużo ludzi zajmujących się różnymi sprawami na ziemi.

 
START arrow GRUPA WSPARCIA
CZYSTA KREW Drukuj Email
Redaktor: mere   
Dzień ma się już ku schyłkowi. Zmęczony jedziesz do domu. Z radia leci jakaś muzyka. Przerywa ją komunikat o tym, że gdzieś w jakiejś małej wiosce w Indiach kilku wieśniaków zmarło na grypę. Właściwie nie szokuje cię jakoś ta wiadomość. Zastanawia tylko trochę, że wysyłają tam całą ekipę lekarzy. Wzruszasz ramionami, chce ci się spać. Niedzielny poranek. Wiadomości powtarzają wczorajszy komunikat... – zaraz... – w Indiach na tajemniczą grypę zmarło około trzydziestu tysięcy mieszkańców górskich wiosek. Trzydzieści tysięcy?...  W tak krótkim czasie? Co to jest?!...

Specjaliści Międzynarodowego Ośrodka Kontroli Zachorowań udają się do Indii.
W poniedziałek właściwie nie mówi się o niczym innym. To już nie tylko Indie ale Pakistan, Afganistan i Iran. Tajemnicza grypa?

... Wyczuwa się panikę. Stanowisko zajął premier, zalecając środki ostrożności, wzywając jednocześnie do zachowania spokoju. Za chwilę wiadomość, która szokuje całą Europę – Francja zamyka swoje granice. Loty z Indii, Pakistanu i wszystkich tych krajów, gdzie zanotowano chorobę, są odwołane.

Z ostatnich tego dnia informacji dowiadujesz się, że na tajemniczą chorobę zmarł pacjent paryskiego szpitala... wyglądasz przez okno, wszędzie palą się światła. Dzieci śpią spokojnie. Patrzycie z żoną na siebie, pytania nie chcą przejść przez gardło. Już wiesz, że kiedy “to” dostaniesz, możesz nosić w sobie przez tydzień, zanim wystąpią jakiekolwiek objawy. Potem przez cztery dni niewiarygodnie cierpisz. Wreszcie umierasz.
Wielka Brytania zamyka swoje granice, ale jest już za późno... Southampton, Liverpool, Edynburg...

Jest wtorek rano. Ulice są wyludnione. Gdzieniegdzie tylko ktoś przemyka z osłoniętą twarzą jakby to mogło pomóc. Panika ogarnęła wszystkich. Pojawiły się pierwsze głosy o zachorowaniach w naszym kraju. Aż dziw, że tak późno.
W kościołach ludzie modlą się, błagając Boga o cud. Naukowcy na całym świecie pracują dwadzieścia cztery godziny na dobę. Czy jednak mają jakąś szansę? Wirus rozprzestrzenia się tak szybko...

Niespodziewanie podano wiadomość, że kod został rozszyfrowany. Można zrobić szczepionkę. Jednak trzeba znaleźć kogoś, czyja krew nie została zakażona. Akcja prowadzona jest równocześnie na całym świecie. Każdy proszony jest, aby uczynił jedną prostą rzecz: pojechał do szpitala i oddał do zbadania swoją krew.

Kiedy docieracie z rodziną do szpitala, jest późny wieczór – piątek. Kolejka jest długa, ale co za różnica. Zadziwiająca jest cisza. Słychać tylko głos pielęgniarek wzywających kolejnych pacjentów. Biorą waszą krew do zbadania i każą czekać... “Kiedy wasze nazwiska będą wywołane, możecie czuć się zwolnieni i pojechać do domu.”
Stoicie przestraszeni wraz ze swymi sąsiadami, nie bardzo rozumiecie...

Nagle nadbiega ktoś od strony budynku, krzycząc wywołuje czyjeś nazwisko. Co się dzieje? Twój syn szarpie cię za  kurtkę: Tato, to ja!

Zanim się zorientowałeś, sanitariusze zabrali twojego chłopca.
- Zaraz, co się dzieje?
Ale oni mówią: - Wszystko jest w porządku. Jego krew jest wolna od zakażenia. Jego krew jest czysta. Musimy coś jeszcze sprawdzić.
Poszli.
Pięć napiętych minut. Wychodzą lekarze i pielęgniarki, płaczą i obejmują się wzajemnie. Niektórzy się śmieją.
Dziwny widok. Pierwszy raz od kilku dni widzisz, że ktoś się śmieje.
Jakiś starszy lekarz podchodzi do was i mówi:
- Dziękuję państwu. Krew waszego chłopca jest idealna. Jego krew jest wolna od zakażenia. Jego krew jest czysta. Możemy wyprodukować szczepionkę.

Te słowa szybko rozprzestrzeniają się wśród oczekujących ludzi. Jedni wykrzykują radośnie, inni modlą się jeszcze inni śmieją się i płaczą.
I wtedy siwowłosy lekarz odciąga ciebie i twoją żonę na bok i mówi:
- Nie wiedzieliśmy, że dawca będzie dzieckiem... potrzebujemy państwa podpis na druczku wyrażającego zgodę.
Zacząłeś już podpisywać, gdy zauważasz, że rubryka z liczbą mililitrów krwi, która ma być pobrana jest pusta.
- Ile mililitrów?
I właśnie wtedy uśmiech na twarzy doktora gaśnie.
- Nie mieliśmy pojęcia, że dawca będzie dzieckiem – mówi – nie byliśmy przygotowani. My... potrzebujemy... wszystko. Mówimy o końcu świata. Proszę podpisać.
- Czy nie możecie mu dać transfuzji?
- Gdybyśmy tylko mieli nie zakażoną krew. Czy może pan podpisać?

W głuchej ciszy podpisujesz. Potem oni wam proponują:
- Czy nie chcielibyście państwo spędzić z nim chwilę, zanim rozpoczniemy?
Czy możesz wrócić do pokoju, gdzie on siedzi na stole i pyta: Tatusiu? Mamusiu? Co się dzieje? Czy możesz wziąć jego rękę i powiedzieć: Synku, twoja mama i ja kochamy cię i nigdy nie pozwolilibyśmy, aby ci się coś przydarzyło, jeśli tak właśnie nie musiałoby się stać. Czy to rozumiesz?
I kiedy starszy doktor przychodzi z  powrotem i mówi:
- Jest mi przykro. Musimy już zacząć. Na całym świecie umierają ludzie. Czy możecie wyjść? Czy możesz wyjść, kiedy on mówi: Tato, Mamo, dlaczego mnie opuszczacie?...

Po tygodniu świat wraca do normy. Wasz syn uznany został za zbawiciela ludzkości – właśnie odbywa się ceremonia upamiętniająca to, co uczynił. Niektórzy ziewają, inni nawet nie przyszli, bo pojechali nad jezioro, jeszcze inni są, ale tylko udają, że ich to obchodzi.
Czy nie chciałbyś wtedy zawołać: Mój syn umarł! On umarł za ciebie i za ciebie i za ciebie. Już zapomniałeś?

A czyż nie tak właśnie mówi Bóg: “(...) że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.” Boże, pozwól nam zrozumieć, jak wielką miłością nas darzysz.

Jeżeli poruszyła Cię ta historia, to możesz zwrócić się do Boga w modlitwie prosząc Go o przebaczenie twoich grzechów. Krew Jezusa Chrystusa ma tę moc, aby cię uratować! Możesz użyć słów poniższej modlitwy:

Panie Jezu, przychodzę teraz do Ciebie i proszę, abyś przebaczył mi każdy grzech i każdą nieprawość, którą popełniłem. Proszę Cię, obmyj mnie swoją krwią, którą przelałeś za mnie na krzyżu i wejdź do mojego serca. Powierzam Tobie moje życie i przyjmuję Cię jako mojego Pana i Zbawiciela. Dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś. Amen.

Twoja szczera modlitwa na pewno została wysłuchana, bo Pan Jezus powiedział: “tego, który do Mnie przychodzi nie wyrzucę precz”. Ew. Jana 6,37

(autor nieznany) 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© 2006-2012 Żyj na MAX - positive influence, kościół Źródło Rzeszów